Strony krajów:

"Jest niewiele rzeczy, których nie mogę zrobić"

Programy profilaktyczne mogą spowolnić postęp choroby nerek i ułatwić przejście do dializy dla pacjentów

Pokój dzienny w domu Gizelli wypełniony jest małymi dziełami sztuki: lalkami, figurkami i portretami. 65-latka wykonuje te przedmioty w pełni samodzielnie. Pasję do rękodzieła odkryła w sobie dosyć późno. „Pewnego razu dostałam lalkę ze słomy i pomyślałam, że również mogłabym się tym zająć”, wspomina Gizella. W taki oto sposób postanowiła robić własne słomiane figurki. Gdy już nabrała wprawy, zaczęła tworzyć ich dziesiątki, jedną po drugiej, i rozdawać znajomym. „To było zimą 2001 r.”, wspomina.

Gizella ma bardzo dobrą pamięć do dat. Kilka z nich przypomina jej o istotnych zmianach w życiu. Listopad 1970 r. był dla niej trudnym czasem. Wraz z mężem przeprowadziła się do niewielkiego domu we wsi Karancsalja na północy Węgier, około godziny drogi od Budapesztu. Oczywiście pamięta też daty urodzin swoich dwóch synów i czterech wnucząt.

Ostatnio zapamiętaną przez Gizellę datą jest 26 maja 2014 r. To właśnie wtedy po raz pierwszy zetknęła się z aparatem do dializ.

 

Udałam się do tej części szpitala, w której nigdy wcześniej nie byłam, tj. do stacji dializ NephroCare. Podeszła do mnie pielęgniarka i spytała, czy może mi w czymś pomóc. Z zaniepokojeniem odpowiedziałam, że jestem nową pacjentką. Zaprowadziła mnie do sali i pokazała, gdzie mogę usiąść. Po chwili podeszła do mnie kolejna bardzo uprzejma pielęgniarka i objaśniła procedurę. Następnie rozpoczął się zabieg. Patrzenie na krew przepływającą przez dreny było dziwnym uczuciem. Czułam jej wysoką temperaturę. 

Gizella Laurencsik
Pacjentka dializowana

Punkt zwrotny w życiu

Decyzja o rozpoczęciu dializ to moment, który odmienia nasze życie. Tak jak każdy inny pacjent, Gizella miała sporo obaw. Jednak postanowiła zachować siłę i nie poddawać się: „Jeżeli inni poradzili sobie z leczeniem, ja też dam radę". Od pewnego czasu wiedziała, że ten dzień musiał nastąpić, ponieważ jej nerki nie funkcjonowały prawidłowo. Rozpoczęcie dializ było nieuniknione. Na szczęście lekarze pierwszego kontaktu i specjaliści pomogli jej przygotować się już na wczesnym etapie.

Korzystałam z pomocy nefrologa od siedemnastu lat. Później przeszłam procedurę przygotowania dostępu naczyniowego pod kątem dializ. Czułam się dobrze i nie miałam objawów zatrucia. Dopiero w maju 2014 r. badanie krwi wykazało, że mój stan pogarszał się.

Delikatny start

Dr Stefano Stuard uważa, że ​​przejście na dializę opisane przez Gizellę Laurencsik jest wyjściem idealnym. Nefrolog jest odpowiedzialny za koordynację pionów medycznych w stacjach dializ Fresenius Medical Care w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Nadzoruje również programy leczenia pacjentów dializowanych. „Naszym celem jest zagwarantowanie, że pacjenci są dobrze przygotowani do przeszczepu nerki. Oznacza to, że musimy utrzymywać ich jak najbardziej stabilne fizycznie. Pacjenci, którzy wcześniej nie byli dostatecznie przygotowani do dializy, często cierpią na powikłania sercowo-naczyniowe.” Te powikłania są przeszkodami w kolejnym przeszczepie nerki. Aby pomóc lekarzom i pacjentom bardziej skoncentrować się na okresie przed dializą, Fresenius Medical Care wspiera także programy krajowe w różnych krajach, takie jak Węgierski Narodowy Program Nerek (Hungarian National Kidney Program), który szkoli lekarzy i kształcił osoby z grup ryzyka w tym temacie od 2011 roku. „To wspaniały program”, wyjaśnia Stefano Stuard. Fresenius Medical Care wspiera podobne działania w Polsce i Czechach.

Jest niewiele rzeczy, których nie mogę zrobic. Wykonuję prace domowe, podlewam kwiaty, pielęgnuję ogród. Czasem po prostu zajmuje mi to więcej czasu.

Gizella Laurencsik
Pacjentka dializowana

Życie z maszyną

Obecnie Gizella poddaje się trzem zabiegom dializ tygodniowo w pobliskim ośrodku NephroCare. Rozpoczyna je z samego rana, o godzinie 6:00. Dzięki temu może spędzać popołudnia na spacerach z mężem w pobliskim parku oraz tworzyć swoje dzieła sztuki. DWykonywanie codziennych obowiązków ma dla Gizelli duże znaczenie. "Tak naprawdę moje życie nie zmieniło się aż tak bardzo", utrzymuje. Wnuki i prawnuki nie postrzegają jej jako osoby chorej, ponieważ zawsze ma wiele obowiązków związanych z domem, ogrodem i grupą artystyczną, do której dołączyła dziesięć lat temu. Jej dzieci i wnuki nie postrzegają jej jako osobę chorą, ponieważ jest tak zajęta w domu, ogrodzie i grupie artystów, do której dołączyła dziesięć lat temu. Gizella Laurencsik oczywiście ma nadzieję, że tak pozostanie. "Nigdy nie lubiłam długich podróży" - przyznaje, co częściowo umożliwia jej łatwe trzymanie się reżimu dializy. "W tej chwili radzę sobie dobrze", mówi, rozglądając się po swoich małych dziełach.

Powiązane treści